Szkolenie BHP to nie kara.
To nie „przerywnik” w pracy.
To nie czas, który trzeba po prostu „odbębnić”.
A jednak jako szkoleniowiec niekiedy widzę ten sam obrazek: telefon w dłoni, otwarty laptop, rozmowy obok, odpisywanie na wiadomości, przeglądanie internetu.
I nie — nie chodzi o to, że jako prowadząca czuję się urażona. Nie chodzi też o to, że oczekuję stuprocentowej uwagi przez każdą minutę szkolenia, bo to po prostu nierealne. Każdemu zdarza się na chwilę „odpłynąć”. Każdy ma moment spadku koncentracji. To normalne. Nawet gdyby podczas szkolenia działy się rzeczy z kosmosu, i tak zdarzyłaby się chwila rozproszenia.
Ale czymś zupełnie innym jest naturalna utrata koncentracji, a czymś innym świadoma decyzja, żeby od początku szkolenia być gdzie indziej.
I właśnie to skłania mnie do refleksji.
Nie chodzi o szacunek do prowadzącego. Chodzi o szacunek do własnego czasu.
Z perspektywy osoby prowadzącej szkolenia BHP najbardziej zastanawia mnie nie to, że ktoś „nie słucha mnie”. Najbardziej zastanawia mnie to, że ktoś nie korzysta z czasu, który został mu dany.
Bo szkolenie BHP: odbywa się raz na rok, czasem raz na kilka lat, w zależności od stanowiska bywa raz na 3, 5, a nawet rzadziej.
To nie jest codzienna sytuacja. To nie jest coś, co powtarza się co tydzień. To jest konkretny moment, w którym możesz dowiedzieć się czegoś, co realnie wpływa na Twoje bezpieczeństwo, komfort pracy i zdrowie.
A mimo to wiele osób wybiera w tym czasie… scrollowanie telefonu.
I wtedy pojawia się we mnie bardzo ludzka myśl: czy naprawdę tak mało cenimy własny czas?
Nie da się być tu i gdzieś indziej jednocześnie
Wiele osób ma poczucie, że „da radę słuchać jednym uchem”. Że „przecież tylko odpiszę”. Że „to tylko chwila”.
Tylko że prawda jest prosta: nie da się skutecznie skupić na dwóch rzeczach jednocześnie.
Można przerzucać uwagę. Można udawać, że się słucha. Można mieć wrażenie, że „coś tam wchodzi”.
Ale jeśli w tym samym czasie: odpisujesz na wiadomości, przeglądasz media społecznościowe, czytasz maile, rozmawiasz z kolegą obok, to nie uczestniczysz w szkoleniu.
Jesteś tylko fizycznie obecny.
A szkoda. Bo właśnie wtedy umyka to, co najważniejsze.
Szkolenie BHP to nie teoria dla teorii
Dobrze poprowadzone szkolenie BHP nie powinno być tylko „slajdami do zaliczenia”.
W mojej pracy bardzo staram się, żeby szkolenia były: praktyczne, angażujące, oparte na realnych przykładach, połączone z ćwiczeniami, dopasowane do konkretnej grupy stanowisk.
I właśnie wtedy widzę największy sens tej pracy.
Bo po takich szkoleniach często słyszę od uczestników: „W końcu szkolenie, które coś mi dało.” „Pierwszy raz wiem, po co to w ogóle jest.” „Dobrze, że były ćwiczenia, bo to zostaje w głowie.”
To dla mnie ogromnie ważna informacja zwrotna. Bo pokazuje, że BHP naprawdę może być wartościowe, jeśli potraktujemy je serio — po obu stronach.
A później okazuje się, że nie wiemy rzeczy podstawowych
I właśnie tu dochodzimy do sedna.
Bo potem zdarza się, że pracownik: nie wie, jak prawidłowo ustawić biurko i monitor, nie wie, ile realnie może dźwigać, nie wie, co zrobić po skaleczeniu lub zasłabnięciu współpracownika, nie pamięta, jak udzielić pierwszej pomocy, nie kojarzy podstawowych zasad ergonomii, nie wie, jakie ma prawa i obowiązki w obszarze bezpieczeństwa pracy.
A przecież to nie są „suche przepisy”.
To są rzeczy, które wpływają na codzienne funkcjonowanie. Na kręgosłup. Na wzrok. Na przeciążenia. Na wypadki. Na reakcję w sytuacji kryzysowej.
Naprawdę warto poświęcić temu uwagę.
Historia, która wiele mówi o podejściu do szkoleń
Jeden z uczestników podzielił się ze mną kiedyś wspomnieniem ze szkolenia wstępnego BHP.
Powiedział, że prowadząca weszła do sali, uruchomiła prezentację, przywitała się…
a potem puściła nagranie z dyktafonu, na którym ktoś omawiał slajdy.
A sama? W tym czasie scrollowała telefon.
I wtedy zadałam sobie pytanie: czym to właściwie różni się od uczestnika, który przychodzi na szkolenie i od pierwszej minuty siedzi w telefonie?
Z jednej strony prowadzący „odbębnia” szkolenie. Z drugiej strony uczestnik „odbębnia obecność”.
Obie strony są fizycznie obecne. Obie strony mentalnie — niekoniecznie.
A przecież to kompletnie mija się z celem.
Szanujmy swój czas — bo on już nie wróci
To właśnie dlatego ten temat jest dla mnie ważny.
Nie dlatego, że ktoś patrzy w telefon, gdy ja mówię. Nie dlatego, że ktoś nie patrzy na slajd.
Tylko dlatego, że marnuje własny czas na bycie „na pół gwizdka”.
Jeśli już jesteś na szkoleniu: bądź na nim naprawdę, wykorzystaj tę godzinę czy dwie, zadaj pytanie, sprawdź, czy Twoje stanowisko pracy jest dobrze zorganizowane, dowiedz się czegoś, co przyda Ci się w praktyce, utrwal to, co może kiedyś komuś pomóc.
Bo tylko wtedy to ma sens.
Nawet po 10 latach w branży nadal uczę się czegoś nowego
I powiem coś jeszcze z własnej perspektywy.
Mimo ponad 10 lat doświadczenia w branży BHP, mimo regularnych szkoleń, mimo pracy z różnymi firmami i stanowiskami — ja sama wciąż dowiaduję się nowych rzeczy.
I to jest w tym piękne.
Bezpieczeństwo pracy nie jest tematem „zamkniętym raz na zawsze”.
Zmieniają się przepisy, praktyki, zagrożenia, narzędzia, organizacja pracy, świadomość pracowników.
Dlatego każde dobrze poprowadzone szkolenie może wnieść coś wartościowego.
Nawet jeśli wydaje Ci się, że „to już było”.
Bo czasem właśnie to „już było” ratuje zdrowie.
A czasem życie.
Na koniec: bądź obecny
Na szkoleniu BHP nie musisz być idealnym uczestnikiem.
Nie musisz notować każdego zdania. Nie musisz patrzeć prowadzącemu w oczy przez 100% czasu.
Ale warto być obecnym naprawdę.
Bo jeśli poświęcasz swój czas — wykorzystaj go dobrze.
Do zobaczenia na sali szkoleniowej!